Serwis korzysta z plików cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę, że będą one umieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Mogą Państwo zmienić ustawienia dotyczące plików cookies w swojej przeglądarce.

Dowiedz się więcej o ciasteczkach cookie klikając tutaj

Jak widzą Ursynów niewidomi

17-04-2024 20:39 | Autor: Miguel Ciołczyk Garcia
Ursynów wciąż miewa opinię „sypialni Warszawy”, jednak coraz więcej osób docenia naszą dzielnicę. Wszystko zależy od punktu widzenia, stąd warto poznać ją od innej strony. Jak wygląda Ursynów z perspektywy osoby niewidomej?

Wojtek i Kamila, młode małżeństwo, mieszkają na Stokłosach od ponad dwóch lat. On jest doktorem, a ona doktorantką na Uniwersytecie Warszawskim. Oboje są niewidomi, jednak jak wspominają, w Ursynowie zakochali się od pierwszego wejrzenia, gdy spotkali się na pierwszej randce przy Kopa Cwila.

Wojtek bywał tu wiele razy wcześniej, jeszcze zanim podciągnięto metro. Z perspektywy czasu stwierdza, że to zupełnie inna dzielnica. Jak zauważa, sporo się zmieniło. „To kiedyś też było inne miejsce, było mniej lokali, było tu ciszej, mówiło się o tym, że to jest taka sypialnia Warszawy” – wspomina. – „Do tej pory niektórzy mówią – o, mieszkacie na peryferiach Warszawy” – dodaje Kamila.

Mimo że wcześniej mieszkali na Mokotowie, to uważają, że Ursynów jest zdecydowanie lepiej skomunikowany. „Śmieszne było to, że jak się tu przeprowadziliśmy, to nagle zaczęliśmy przychodzić wcześniej na spotkania” –opowiada Wojtek, na co Kamila się zgadza: – Jak się przeprowadziliśmy, to nagle ta droga [dojazdu - przyp.red.] się skróciła. Potrafiłam być gdzieś dwadzieścia minut przed czasem.

Po dwóch latach Wojtek zdecydowanie stwierdza: – Ogólnie jesteśmy bardzo zadowoleni z tego miejsca. Jest tu spokojnie, są szkoły, place zabaw, to dla nas jest o tyle fajne, że po prostu jest jakieś życie. Ja bym nie zamienił na nic innego, z jednej strony 503, z drugiej strony metro, wszędzie blisko, masa lokali, restauracji, właściwie na co masz ochotę, to pójdziesz”. „Takie dojrzałe osiedle” – pointuje Kamila.

Zapytani o ludzi odpowiadają, że mają bardzo dobre stosunki z sąsiadami. „Staramy się nawzajem wspierać. Tak naprawdę to jest najpiękniejsze, móc sobie porozmawiać z nimi, wiedzieć, że tam są”.

Tak kolorowo nie jest w kwestii infrastruktury, która na Ursynowie jest po prostu stara. Wiele miejsc nie jest dostępnych, na przykład przez brak sygnalizacji dźwiękowej na przejściach dla pieszych. Tak jest na przykład na przejściu przy Anody i Ciszewskiego, przez co osoby niewidome nie czują się bezpiecznie i muszą ryzykować, przechodząc „na słuch” lub szukając innych przejść. Jak mówi Wojtek, mimo wysyłanych pism, nie udało się nic załatwić. „Najpierw nas ignorowali, potem zbywali, że tu niby ma być objazd obwodnicy, więc to wyremontuje GDDKiA. A potem się okazało, że nie ma być tu, tylko na Gandhi i że zrobi to deweloper, który się buduje tam naprzeciwko basenów. No ale do tego czasu musimy czekać. Czyli bezpieczeństwo jest mało ważne”.

Problemem jest jednak też wyjście z metra Stokłosy przy Aldi, gdzie przez parkujące samochody trudno jest bezpiecznie przejść.

A wcale nietrudno jest zadbać o komfort i dostępność. „Na Jastrzębowskiego było takie przejście bez sygnalizacji dźwiękowej i bardzo trudno tam się przechodziło. Nigdy nie miałam takiej pewności na 100%, że jest zielone. A teraz zastosowali sygnalizację dźwiękową i jest zupełnie inny komfort przechodzenia” – opowiada Kamila.

Zapytany o dostępność w instytucjach, Wojtek odpowiada: „W urzędzie dzielnicy jest bardzo śmieszna sytuacja, bo są różne linie prowadzące, ale nawet żeby znaleźć samemu te drzwi do urzędu, to już tak nie za bardzo”. Ze strony urzędu, oprócz utrudnień w znalezieniu wejść, brakuje też sprawnej komunikacji, bo ogłoszenia rozwieszane na klatkach czy w innych miejscach oczywiście nic nie dają. A, jak zauważa Wojtek, w aplikacji MobiWawa czy innej można łatwo ogłaszać zmiany w np. komunikacji zbiorowej.

W zakresie transportu miejskiego nie mogło zabraknąć też pytania o linie prowadzące w metrze, przez które przewraca się wielu mieszkańców Ursynowa, zwłaszcza gdy jest ślisko. „One są takim samym niebezpieczeństwem dla nas, my też się o nie potykamy” – potwierdzają. „Idea zrobienia tych linii jest oczywiście dobra, natomiast ich wykonanie jest okropne. Te szyny powinny być takie jak na M2 w podłożu, i koniec” – stwierdza Wojtek.

Linie prowadzące zawsze „wpychają” osoby niewidome do wind, które wcale nie są najlepszym rozwiązaniem, bo często nie ma w nich pisma Braillowskiego. Tak samo na żółtych telefonach, przez co w przypadku niebezpieczeństwa, niewidomy nie będzie mógł go zgłosić. Zdarzały się też przykręcone do góry nogami tabliczki informacyjne z pismem Braillowskim. Plagą są też hulajnogi elektryczne, o które łatwo się przewrócić.

Ludzie często nie wiedzą, jak w podobnych sytuacjach pomagać. Czego nie robić? Według Wojtka i Kamili, najważniejsze jest, aby traktować niewidomych tak, jak sami chcemy być traktowani. Bez łapania i dotykania, pytań, które nie pomagają („dokąd idziesz?”) albo krzyczenia „uwaga!”, bo jak wskazuje Wojtek: – „Nie wiadomo, zatrzymać się, czy właśnie biec, uciekać?”. A to się zdarza bardzo często.

Z czego to wynika? „Myślę, że nie traktuje się poważnie osób z niepełnosprawnością. Osoby starszej ktoś by tak nie złapał za rękę znienacka” – zauważa Wojtek. Jak zatem się zachować? Najlepiej podejść, zapytać, czy potrzebują pomocy, a jeśli nie, to się nie narzucać. Nie powinno się też zwracać na „ty”, jak do dziecka. Wystarczy powiedzieć klarownie (bez używania zwrotów jak „tam”, „tutaj”, „popatrz” itd.), w którą stronę należy iść. I to wystarczy. Niewidomi sobie najczęściej świetnie radzą. Oczywiście, bywają wyjątki, bo Ursynów ma wiele uliczek między osiedlami i łatwo się zgubić, zwłaszcza będąc w nieznanym miejscu.

Taki przypadek przydarzył się Kamili, która pytana o najgorszą sytuację, jaką może wymienić odpowiada. „Chyba jak się zgubiłam w drodze do metra, przed siódmą rano w niedzielę i naprawdę nie było nikogo, żeby się zapytać” – wspomina. Wszystko skończyło się dobrze, jednak słabe oznakowanie ulic między osiedlami to naprawdę duży problem.

Mimo że jest dużo spraw, które pozostają niezałatwione, to Kamila i Wojtek czują się dobrze na Ursynowie. „Sami fajni ludzie” – mówią. A gdzie najbardziej lubią spędzać czas? „W tych okolicznych lokalach na pewno. Bardzo atrakcyjna jest oferta gastronomiczna. Też nasz park, ta Dolina Służewiecka, mimo że po prawdzie nie jest na Ursynowie“ – stwierdza Wojtek. „A ta skarpa, mnie się bardzo podoba. – Mnie się podobało, bo tam tak dziko jest. Trochę jakby się weszło do innego świata” – mówi Kamila. „Bardzo sztampowo też iść do lasu Kabackiego. Ale też myślę, że po prostu my lubimy spacerować po Ursynowie i odkrywać go” – kwituje Wojtek.

Wróć